krol darknetu

Wszystko zaczęło się od małej różowej pigułki. W 2011 roku Jared Der-Yeghiayan, ambitny funkcjonariusz Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego, wpadł na trop tajemniczych kwadratowych kopert, które zaczęły się pojawiać w sortowi poczty na chicagowskim lotnisku O’Hare. Po inspekcji okazało się, że te niepozorne przesyłki zawierają wszelkiego rodzaju narkotyki. To odkrycie było początkiem śledztwa, w które zaangażowało się wiele amerykańskich agencji, z FBI na czele. Przyświecał im jeden cel – znaleźć i zatrzymać nieuchwytnego cyberprzestępcę, twórcę platformy Silk Road, dzięki której użytkownicy mogli kupować za pomocą bitcoinów nielegalne produkty. "Król darknetu" Nicka Biltona to niezwykle wciągająca opowieść non-fiction, którą czyta się jak najlepszą powieść sensacyjną.

Autor zręcznie przeplata liczne wątki, przedstawiając czytelnikom zarówno perspektywę organów ścigania, jak i sprawcy całego zamieszania – dwudziestokilkulatka Rossa Ulbrichta, znanego w sieci jako Straszny Pirat Roberts. Historia Ulbrichta i Silk Road mogła być typową historią genialnego start-upu, w której młody człowiek z przełomowym pomysłem odnosi niespodziewany sukces, wyceniany na miliardy dolarów. Brzmi jak spełnienie amerykańskiego snu, poza tym, że dotyczy handlu nielegalnymi substancjami. Co ciekawe, Ross Ulbricht wcale nie przejawiał ambicji, żeby zostać najgroźniejszym cyberprzestępcą w Stanach Zjednoczonych. We własnym mniemaniu konsekwentnie dążył do szczytnego celu. Zgodnie z libertariańskimi ideałami chodziło mu o stworzenie prawdziwie wolnego rynku poza kontrolą rządu i doprowadzenie do całkowitej legalizacji narkotyków. Jednak podobnie jak w "Breaking Bad", jego ulubionym serialu, nielegalna działalność szybko wymknęła się spod kontroli i każdy wybór miał swoje daleko idące konsekwencje, które wcześniej czy później musiały go dogonić.

K. Kućmierz